Artykuły
Rozpoczęcie sezonu 2011- Wojciech Pluciński Carp Hunter Team.
W końcu wiosna długo oczekiwana wyprawa zbliżała się. Termin jaki wybrałem wraz z kolegami to 1-3.04.2011 miejsce nasza żwirownia. Chyba jak każdy normalny karpiarz nie mogłem się doczekać pierwszej wyprawy. Przyszedł ten dzień :) Pakowanie całego sprzętu w samochód, odwalenie 8 godzin w pracy i kierunek „Bączek”. Całą drogę myślałem jaką taktykę obrać. Dojeżdżając nad wodę wstąpiłem do kolegi Krzysztofa zapytać się o wyniki. Co usłyszałem że już jedna rybka była na macie fakt nie duża ale optymizm urósł . Co mnie przerażało to porywisty wiatr który utrudniał robicie obozowiska. Po jakimś czasie udało mi się i Krzyśkowi rozstawić mój namiot oraz poprzenosić klamoty do niego. Ufffff. Można zacząć myśleć do dać włos i do wody.
Miejsce jakie wybrałem było oddalone około 50 m od stanowiska niedaleko krzaków. Na pierwszą noc do wody wrzuciłem trochę konopii z pelletem . Na włos powędrowała kulka o zapachu truskawki własnej produkcji ciężarek oblepiłem pastą Pellzera o tym samym zapachu. Drugi zestaw to zestaw z kulką o zapachu skorupiaka. No i ciup do wody. Zestawy w wodzie więc można usiąść i odpoczywać. Wieczorem na całej wodzie pokazywały się karpie, co napawało mnie dużym optymizmem. Wieczór minął jak to przystoi na zasiadki w miłej atmosferze wspominając zeszłe sezony i zabawne ich aspekty. Około 22 następuje branie niestety zacięcie puste takich brań było kilka tej nocy. Więc obstawiliśmy że to liny i karasie się psocą.
Nad ranem 2 kwietnia po całkiem ciepłej nocy jak na tą porę roku budzę się idę do kolegów obok. Dowiaduję się że kolega Arek miał branie niestety ryba zwyciężyła. W tym dniu przyszło ochłodzenie i przelotne deszcze, co trochę popsuło nam humory ale nie na długo. Zbliżał się wieczór i myślenie nad taktyka . Mówię sobie ostatnia noc trzeba zaryzykować i iść na całość a co tam … Zrobiłem tzw papkę z pelletów dodając konopie oraz kukurydzę odczekałem chwilę i zanęciłem tym. Zestawy powędrowały do wody. Wieczór w porównaniu do poprzedniego był znacznie chłodniejszy. Porównując pogodę jaka miał być dnia następnego tj niedziela . Miało być 21 stopni. Więc mówię sobie że będzie załamanie pogody i są jakieś szanse większe lub mniejsze.
Około godziny 3.20 budzi mnie dźwięk mojego MX wybiegam szybko z namiotu tnę i siedzi coś nie duże ale jest . Próbuję dobudzić swojego kompana Karola żeby pomógł trochę i porobił zdjęcia. Po chwili ryba ląduje na macie. Jak się okazało ryba waży 3.9 kg .

Szybki montaż nowego zestawu i ciach do wody. Dlugo sobie nie pospałem około godziny 4.40 kolejne branie , karp o wadzę 4.1 kg.

Cieszyłem się bardzo bo to pierwsze moje karpie z naszej żwirowni. Rano budząc się mieszam kolejną porcję zanęty tej samej co w zeszły wieczór. Zanęciłem i czekam. Kolejne godziny mijały mi na pogaduchach z moimi kolegami i narzeczoną. Około 12 w południe niemrawe branie i nagle odjazd. Zacinam poczułem że rybka jest większa od pozostały i bardziej waleczna. Po chwili ląduje karpik o masie 5 kg.

Podsumowując tą wyprawę jestem zadowolony choć ryby nie były rekordowe. Czuję że w tej żwirowni pływają znacznie większe karpie. Czas tylko się do nich dobrać. Być może nastąpi to niebawem… Kto wie.

Pozdrawiam Wojtek
NO KILL
Autor: Wojciech Pluciński
Artykuł dodano:

































Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników!
Kliknij TUTAJ aby się zarejestrować